Post Agnieszki
Nigdy nie telefonowałeś
codziennie. Korespondowaliśmy, ale pocztowe listy szły przez tydzień.
Wiedziałam, że jesteś daleko i nie mogę Ciebie spodziewać się. Za to robiłeś
niespodzianki, zjawiałeś się nagle w Warszawie, w Zakopanem. Przyjechałeś
kiedyś na weekend w góry. Chociaż nie to nie był nawet weekend. Następnego dnia
musiałeś wyjeżdżać. Przegadaliśmy całą noc, bo szkoda nam było czasu na spanie.
Zresztą do Ewki przyszedł w odwiedziny Leszek z dziewczyną. Mieliśmy następnego
dnia iść wszyscy w góry. Gadaliśmy o wszystkim, o koncercie Zębatego, na który
poszedłeś z nami, o zwykłych nieistotnych sprawach. Dlaczego wtedy nie
poszliśmy, gdzieś, gdzie bylibyśmy sami, połazić po Krupówkach, czy do ogrodu?
Nie wiem? Siedziałam wtulona do Ciebie i tak było dobrze. Następnego dnia
wszyscy zamiast w góry poszliśmy na ciastka do “Szarlotki”. Po nieprzespanej
nocy zdobywanie szczytów było zbyt niebezpieczne. Byłam przeziębiona a Ty zapytałeś,
czy nie mają soku malinowego do herbaty, bo…żona jest trochę chora. Jak ja
wtedy chciałam słyszeć takie słowa, jak marzyłam, abyś kiedyś tak mówił o mnie?
Tam w kawiarni, gdy, nikt nic o nas nie wiedział, przez chwilę poczułam się jak
żona Patryka. Szybko zareagowałam. Nakrzyczałam na ciebie, abyś więcej nie
żartował w ten sposób. Broniłeś się, że to nie żart, że powiedziałeś to
szczerze. A ja wiedziałam, że nasze marzenia muszą zostać marzeniami. Nie
musiało tak być, ale wtedy nie widziałam innej opcji. Co z tego, że już dwa
lata nie byłeś z Asią? Chyba nawet, już rozwiedliście się. Nie pamiętam teraz.
Uważałam, że dzieci zawsze Was połączą, że w końcu do niej wrócisz, a może nie
do końca wierzyłam, że Twoje uczucie jest tak silne jak moje?
Teraz znów czekam na listy od Ciebie, choć nasza sytuacja jest całkiem
inna. I to czekanie wydaje się dłuższe, bo przecież wiem, że internetowy post
idzie chwilkę, a nie tydzień. Czekam na telefon, choć wiem, że nie masz czasu,
poprzednią rozmowę przerwały Ci obowiązki w pracy, choć wiem, że nie lubisz
telefonować, by w pospiechu powiedzieć byle, co. Gdy będziesz mógł odezwiesz
się, znów mnie zaskoczysz i zatelefonujesz albo zjawisz się. Mimo to wciąż
czekam. Gdy Jacek flirtuje na Gadu-gadu, zazdroszczę mu, tych codziennych
rozmów. Choć sadzę, że w Jego przypadku, to zwykła dziecinada, słowny flirt, z
którego nic nie wynika, do tego tak jak mój dwunastoletni syn, wysyłają sobie
serduszka i słoneczka. Tylko, czy ta koleżanka myśli tak samo? Wiem, że nasze
spotkania, choć rzadkie, znaczą więcej, że łączy nas uczucie z przeszłości i
teraźniejszość, że w czasie tych rozmów jesteśmy sobie bardzo bliscy. Nie chcę
rozmawiać o bzdurach na Gadu-gadu, ale chętnie napisałabym czasami sms-em, że
tęsknię, że … No właśnie! Nie robię tego, bo nie chcę narzucać się, bo boję się
zepsuć tego, co przetrwało tyle lat, tyle zawieruch w moim i Twoim życiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz