Post Agnieszki
Gdy piszę do
Ciebie, lub gdy myślami rozmawiam z Tobą pisząc bloga, przenoszę się w inny
świat. Zupełnie jakbym przechodziła przez tajemną bramę. Za przezroczystą
ścianą zostawiam na chwilę rzeczywistość, by być tylko z Tobą. Powinnam nauczyć
się łączyć oba światy, oba dla mnie tak ważne…
Zadzwoniłeś dziś,
usłyszałam Twój głos…głos niezmieniony, taki jak dawniej, trochę chrapliwy głos
Patryka. Mam tylko nadzieję, że zadzwoniłeś, bo chciałeś, a nie, dlatego, że
napisałam sms -a. Napisałam, bo zaproponowałeś telefon, a ja chyba nie miałam
odwagi zadzwonić i odezwać się. Nie wiem dobrze, co mówiłeś, na ulicy
hałasowała śmieciara, a ja…, a ja, choć spodziewałam się odzewu, nie wiedziałam
, co powiedzieć.
Dogrzebałam się
kiedyś do swoich dawnych pamiętników. Szkoda, że nie ocalały w całości. Gdy
synek był malutki dostał ataku duszności. To była alergia na jajko, ale ja
przeraziłam się, pomyślałam, że to kara, za to, że nie potrafię zerwać
przeszłością. Wyrzuciłam całe pudełko, w którym przechowywałam listy i
pamiętnik. Przypadkiem ocalały tylko małe fragmenty, które zamieszały się
gdzieś z podziemnymi gazetkami Solidarności.
Nie pamiętam, co
napisałeś do mnie w liście, może nic takiego, tylko coś źle zinterpretowałam,
może dziś, jakieś zdanie, które mnie zabolało, przyjęłabym inaczej, jako mądre,
rozważne.
Tak pisała
dwudziestoletnia Agnieszka -młoda mama:
Tak chciałam wierzyć w jakiś ideał -a ty to wszystko zniszczyłeś. Po
co? Moje wspomnienia o wspaniałej miłości, o człowieku, którego spotyka się raz
w życiu, niszczysz stopniowo, okrutną prawdą. Ja i tak ją znałam, ale nie
chciałam wierzyć w zło, nie chciałam pamiętać tych chwil, kiedy uświadamiałam
sobie absurd naszej niby niezwykłej miłości. Dlaczego nie pozwalasz zatęsknić
do czegoś niezwykłego, przecież i tak rozstaliśmy się, i tak prawda nie ma
znaczenia…Nie wiem, kiedy jesteś prawdziwy, czy można mieć tak różne oblicza?
Czeka mnie dużo szczęścia, za dwa, trzy lata pojadę z córcią w góry, skończę
studia, będę szczęśliwa, że dałam szczęście Jackowi.
Mimo to, chciałabym wspominać tę nieprawdziwą filmową historię, która
i mnie przytrafiła się. Nie zabieraj mi ostatnich złudzeń.
Nie pamiętam teraz,
co wtedy stało się…Widocznie, to, co ważne i tak przetrwa, nawet, gdy
materialny zapis przeżyć znajdzie się w koszu na śmieci. W „Mistrzu i
Małgorzacie” rękopisy Mistrza nie spłonęły…Podobnie moje przeżycia, uczucia,
przetrwały, choć nie ma po nich śladu na papierze.