Post Agnieszki
Stale piszesz o mamie, że tylko mama na Ciebie
czeka i w Ciebie wierzy. Wiesz jak Ci zazdroszczę. Zdaję sobie sprawę, że sama
odpowiadam za siebie, za rodzinę, zarówno mentalnie, psychologicznie jak i
finansowo. Chciałbym mieć, komu wyżalić się, mieć kogoś, kto pomoże w trudnej
sytuacji. Dawniej, taką osoba była moja babcia Zosia. Chociaż nigdy nie mówiło
się jej o żadnych kłopotach, trudnościach, miałam świadomość, że jest, że
przyjedzie, gdy będzie potrzebna. Wystarczyło, że była.
Zawsze jadąc w góry wpadałam do niej, potem o
drugiej nocy jechałam do Częstochowy, by o piątej „złapać” pociąg do
Zakopanego. Kiedyś zjawiłeś się w dworcowej poczekalni o tak makabrycznej
godzinie. Potem szedłeś jeszcze do pracy. Towarzyszyłeś mi aż do odjazdu
pociągu. Moja koleżanka Ewka, do dziś pamięta, że przerwaliśmy jej smaczną
dworcową drzemkę. Ewa Ciebie nie znosiła, widziała tylko jedną twoją twarz, nie
dowierzała, że czytaliśmy razem Marka Hłaskę, rozmawialiśmy o sztuce… Ostatnio
znów spierałam się o Ciebie. Zauważyłam, że jej obecny facet, o 15 lat od niej
starszy, leci na jej pieniądze. Ewa, bowiem, postąpiła przeciwnie niż ja. Ja
uparcie chciałam skończyć te studia, o których marzę, chciałam uczyć i pisać.
Zdobyłam i zdobywam wciąż marzenia, ale za to wciąż brakuje mi kasy, dorabiam,
gdzie się da. Ewa rzuciła wspaniałą pracę w Instytucie Meteorologii, chociaż w
tamtych czasach mogła coś osiągnąć, bo jako jedną z nielicznych poznała tajniki
komputera. Od wielu lat pracuje w banku i robi pieniądze i wciąż narzeka na
pracę. Jej Władek jakoś mnie nie przekonał, poza tym wpadł do Ewy, widząc, że
ma gości wyszedł obrażony. Miałam wrażenie, że wystraszył się mnie. Zaczęłam
kojarzyć fakty. Facet o dwadzieścia lat starszy ode mnie mógł spotkać raczej
moich rodziców, niż mnie. W jakiej sytuacji? Dlaczego spłoszył się? Ewa
powiedziała, że jest byłym Ubekiem. Nie mogło mu chodzić o mnie, bo nawet,
jeśli gdzieś mnie namierzyli w latach osiemdziesiątych, to nie kojarzyłam jego
osoby. Ale w mojej rodzinie działy się zawsze dziwne rzeczy. Mama, jako mała
dziewczynka z Zosią były zesłane na Sybir. Długo szukały taty -mego dziadka,
który prawdopodobnie został zamordowany z innymi oficerami. Tata też urodził
się we Lwowie. Byłam dzieckiem, więc rodzice na pewno nie wiele mi mówili, o
tym, co się dzieje. Mama parę razy o mało nie zginęła. Czy to mogły być przypadki?
Byłam kilkuletnią dziewczynką, mieszkaliśmy we wspólnym mieszkaniu. Pamiętam
moją ulubiona zupę pomidorową. Zaczęłam marudzić, że jest gorzka. Mama jak
każda mama w takie sytuacji wzięła dużą łyżkę zupy, potem drugą, potem…! Szybko
zabrała mi talerz i wylała cały gar do zlewu. Następnego dnia mama z ciężkim
zatruciem znalazł się w szpitalu. Pamiętam, że długo chorowała, do domu
przychodziła policja, przepraszam, wtedy to była milicja, wciąż o coś
wypytywali się właścicielki mieszkania.
Po tym wydarzeniu wszystko zmieniło się. Czułam się bardziej pilnowana,
nie mogłam już sama łazić po podwórku, chyba, że od strony okien. Rodzice
dyskretnie dowiadywali się, o co pytają mnie starsze koleżanki. Kilka lat
później wyprowadziliśmy się. Już chodziłam do szkoły. I znów dziwny przypadek.
Mama szła do sklepu osiedlową alejką, daleko od ulicy. Nagle pokonując trawnik,
rozkopy, bo to było nowe osiedle, samochód najechał mamę. Pytałam się wiele lat
później kolegi, który pracuje w drogówce o to zdarzenie. Marek stwierdził, że
nie możliwe, aby samochód na skutek błędu kierowcy, czy poślizgu wjechał tak
daleko. Proces toczył się wiele lat. Dowiedziałam się, że kierowcą był
milicjant, ze nie jechał sam. Z braku dowodów śledztwo zostało umorzone. Miałam
wówczas dziewięć lat. Na pewno rodzice nie mówili mi o wszystkim. Może facet Ewki to tamten milicjant? Może
współpracował z kimś, komu mama zagrażała? Nigdy tego nie dowiem się. Znam za
mało faktów. Chciałabym tę historię rozwikłać. Nie wierzę w takie przypadki.
Podtruta zupa i wypadek na środku trawnika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz